Październikowy wieczór, jeszcze jedna z tych nielicznych ciepłych nocy, pozwalająca przebierać w mej skromnie wyposażonej szafie. Trochę się przejmuję, bo to moja pierwsza prawdziwa randka. Wiesz - taka z kolacją na mieście. Mężczyzna, który mnie zaprosił jest przystojny i interesujący. Spotykamy się w wybranym przez niego lokalu. Jestem skrępowana, ale otwieram się, co dla mnie jest nowością, bo przeważnie jestem bardzo skryta, lecz tym razem postanowiłam zrobić inaczej. Pojawia się dużo intymnych tematów, których z reguły unikam na pierwszym spotkaniu. Mężczyzna mnie adoruje, schlebia mi. W pewnym momencie rozmowy pada to zdanie: "Jesteś śliczna, ale ZA chuda. Jakbyś ważyła pięć kilo więcej to by ci nie zaszkodziło."
Tym razem klimat nie bardziej orientalny, zima. Wciąż piękny i beztroski okres studiów, który wcale tak dawno się nie zakończył. Podróżuję komunikacją miejską z moją ówczesną bardzo bliską mi przyjaciółką, której zwierzam się właściwie ze wszystkiego, przed nikim tak nie otwierałam się emocjonalnie. Opowiadam jej o mężczyźnie, którego darzę szczególnym uczuciem, nie wiem czy kiedykolwiek przyznam się głośno i będę umiała to nazwać. Opowiadam jej, że usłyszałam od niego że jestem chuda. Jak bardzo mi nieprzyjemnie, gdy ktoś mówi mi, że jestem za chuda i że jest to dla mnie obraźliwe, bo moje posiłki są ogromne i nie umiem przytyć. Porównuję to do nazywania ludzi otyłych 'grubasami'. Zastanawiam się, dlaczego ludzie otyli są 'pod ochroną?', o nich nie można mówić źle, że są grubi, bo są chorzy i choroba uniemożliwia im zrzucenie kilku zbędnych kilogramów. Przyjaciółka popiera tłum. Przyznaje, że jestem 'ZA chuda'. Marne pocieszenie.
Jestem wysoka. Mierzę 176 cm. Na co dzień poruszam się w wygodnym, płaskim obuwiu. Podczas oficjalnych imprez, gdzie obowiązuje pewien dress code zawsze ubieram buty na wysokim obcasie. Dodatkowe dziesięć centymetrów robi niemałą różnicę. Podczas jednej z tych właśnie imprez usłyszałam od szalenie przystojnego kolegi: 'Ale jesteś wysoka! aż ZA wysoka!'.
Niełatwo jest zaakceptować siebie, gdy na każdym kroku człowiek podlega ocenie.
Sama staram się tego nie robić, bo doskonale wiem jak to jest - być krytykowanym za rzeczy, na które do końca nie zawsze mamy wpływ, a mogą przeszkadzać. Zwłaszcza krytyka od bliskich osób, która może być demotywująca do podjęcia działań. Doskonale pamiętam kiedy nagle coś we mnie pękło, a było to podczas pewnej niepamiętnej listopadowej imprezy, choć nawet nie wiem dlaczego. Przestałam tak bardzo przejmować się opiniami innych osób. Dziś bardziej akceptuję swoje ciało. Swoje długie nogi i szczupłe ciało, niech nawet będzie chude, ale jest moje. Wyjątkowe.